Od 2019 r. każdy urząd w Polsce ma prawny obowiązek prowadzić stronę internetową dostępną dla osób z niepełnosprawnościami — czytelną dla kogoś, kto porusza się po ekranie czytnikiem mowy, obsługuje komputer bez myszki albo nie odróżnia bladoszarego napisu od białego tła. Obowiązek istnieje, tylko prawie nikt go nie dopełnia: w rządowym monitoringu za 2024 r. żadna z badanych stron administracji nie spełniła wymagań w całości. Partia Razem chce z tego w dużej mierze martwego przepisu zrobić realne zobowiązanie — wyegzekwować dostępność wszystkich stron i serwisów administracji publicznej oraz uznać polski język migowy za język mniejszości, żeby państwo umiało rozmawiać także z tymi, dla których polszczyzna pisana jest drugim językiem.
Barierą jest źle zaprojektowana strona, a nie człowiek
Punktem wyjścia jest tu określony sposób rozumienia niepełnosprawności. W tak zwanym modelu medycznym problem tkwi w jednostce: ktoś nie widzi, nie słyszy, nie chodzi, więc pozostaje mu przystosować się do świata zbudowanego dla sprawnych albo poprosić o pomoc. Model społeczny odwraca tę zależność — trudność powstaje dopiero na styku z otoczeniem, które zaprojektowano bez uwzględnienia różnych ciał i zmysłów. Osoba niewidoma nie jest wykluczona z urzędu przez sam brak wzroku, tylko przez stronę, na której obrazki nie mają opisów, a formularza nie da się wypełnić bez patrzenia; osoba niesłysząca — przez film informacyjny bez napisów i bez tłumaczenia na język migowy. Bariera siedzi w rozwiązaniu, więc i usunąć ją można po stronie rozwiązania. Ten sam mechanizm, który każe budować podjazd zamiast schodów, każe zaprojektować serwis administracji tak, by dało się z niego korzystać różnymi drogami.
Skala nie jest marginalna. Według GUS w grudniu 2023 r. ważne orzeczenie o niepełnosprawności lub niezdolności do pracy miało 4 006,4 tys. osób, a to liczy tylko orzeczenia formalne — pomija starzejący się wzrok, słabnący słuch i inne ograniczenia, które nie trafiły do żadnego zespołu orzekającego, choć realnie utrudniają korzystanie z internetu. Ta grupa co roku rośnie razem z wiekiem populacji, a wraz z nią rośnie liczba spraw urzędowych, które państwo przenosi do sieci szybciej, niż dba o to, by sieć była dla wszystkich przejezdna.
Prawo tę logikę już przyjęło. Ustawa z 4 kwietnia 2019 r. o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych nakłada na urzędy obowiązek spełnienia międzynarodowego standardu WCAG na poziomie AA — zbioru wymagań, które w praktyce rozstrzygają, czy z serwisu skorzysta osoba niewidoma, słabowidząca albo poruszająca się po stronie samą klawiaturą: opisy alternatywne grafik, dostateczny kontrast, nawigacja bez myszki, napisy do nagrań. Kilka miesięcy później ustawa z 19 lipca 2019 r. o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami rozszerzyła ten obowiązek na dostępność architektoniczną i informacyjno-komunikacyjną instytucji. Obie ustawy wykonują zobowiązanie z Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, którą Polska ratyfikowała w 2012 r. i której artykuł 9 nakazuje państwom zapewnić osobom z niepełnosprawnościami dostęp między innymi do technologii oraz systemów informacyjno-komunikacyjnych na równi z innymi.
Obowiązek istnieje na papierze, egzekucji brak
Dystans między zapisem ustawy a codzienną praktyką urzędów widać najlepiej w danych, które zbiera samo państwo. Ministerstwo Cyfryzacji co roku prowadzi monitoring dostępności cyfrowej podmiotów publicznych; w pogłębionym badaniu za 2024 r. eksperci sprawdzili 100 stron internetowych i 45 aplikacji mobilnych administracji. Wynik jest jednoznaczny: żadna z badanych stron ani żadna aplikacja nie okazała się w pełni zgodna z wymaganiami. Spośród stu serwisów 75 uznano za częściowo zgodne, a 25 — za wprost niezgodne z ustawą; wśród aplikacji mobilnych zgodnych częściowo było 37, a niezgodnych 8. Sześć lat po wejściu przepisów w życie standard, który miał być warunkiem odbioru każdego publicznego serwisu, wciąż nie jest normą nawet w reprezentatywnej próbie.
Problem nie leży w braku prawa, tylko w słabości jego egzekwowania. Ustawa przewiduje kary za nierespektowanie obowiązku dostępności, ale wymóg traktowany jest częściej jak deklaracja intencji niż jak twardy warunek, który strona musi spełnić, zanim w ogóle trafi do sieci. Dopóki dostępność dokleja się do gotowego serwisu jako późniejsza łatka — o ile w ogóle — dopóty jej brak będzie tańszy i wygodniejszy niż jej zapewnienie, a koszt tej wygody poniosą ci obywatele, których źle zaprojektowana strona po prostu odcina od sprawy. To jeden z tych obszarów, w których widać, czy mamy do czynienia ze sprawnym państwem, czy tylko z państwem, które ogłosiło cyfryzację i uznało sprawę za załatwioną.
Polski język migowy — naturalny język bez statusu mniejszości
Osobnym wątkiem, który program Razem wyciąga na pierwszy plan, jest sytuacja osób głuchych. Polski język migowy jest pełnoprawnym, naturalnym językiem o własnej gramatyce i składni, różnej od polszczyzny — dla znacznej części osób głuchych od urodzenia to język pierwszy, a język polski w wersji pisanej bywa dla nich obcym, wyuczonym kodem. Ustawa z 19 sierpnia 2011 r. o języku migowym i innych środkach komunikowania się dostrzegła tę rzeczywistość: definiuje PJM jako naturalny wizualno-przestrzenny sposób porozumiewania się i daje osobie uprawnionej prawo do tłumacza w kontakcie z administracją, służbą zdrowia czy policją. Uznania samego języka za język mniejszości jednak nie przyniosła.
Różnica nie jest formalnością. Ustawa z 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym obejmuje ochroną języki mniejszości narodowych i etnicznych oraz jeden język regionalny — kaszubski; polskiego języka migowego w tym systemie nie ma. Głusi bywają w piśmiennictwie i w praktyce międzynarodowej opisywani jako mniejszość językowo-kulturowa, a nie wyłącznie jako grupa osób z ubytkiem słuchu — i taki właśnie status uznaje artykuł 21 Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, zobowiązujący państwa do uznawania i wspierania języków migowych. Nadanie PJM statusu języka mniejszości przełożyłoby się na konkrety: obecność tłumaczeń migowych w serwisach publicznych, w komunikatach urzędów i w mediach, oraz na traktowanie dostępu do informacji w tym języku jako prawa, a nie usługi świadczonej od przypadku do przypadku.
Co proponuje Razem
W Deklaracji programowej z 2025 r. oba wątki — dostępność cyfrową administracji i status języka migowego — zapisano w jednym punkcie rozdziału o państwie, na które obywatel ma móc liczyć:
Uznamy polski język migowy za język mniejszości. Zadbamy o zwiększenie dostępności wszystkich stron i serwisów udostępnianych przez administrację publiczną dla osób z niepełnosprawnościami.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 5, partiarazem.pl
Cały rozdział program otwiera zasadą, że system opieki ma się opierać na społecznym modelu niepełnosprawności, „zapewniającym osobom z niepełnosprawnościami pełne uczestnictwo w życiu społecznym". Postulat dostępności cyfrowej jest z tej zasady wyprowadzony wprost: skoro barierą jest otoczenie, to zadaniem państwa jest projektować własne instytucje — również ich cyfrową część — tak, by nie wykluczały. Na tę propozycję składają się dwa zobowiązania:
- Dostępność wszystkich stron i serwisów administracji — nie wybranych, przykładowych witryn, lecz całości serwisów udostępnianych przez podmioty publiczne, zgodnie z obowiązującym już standardem WCAG. Zmianą wobec dzisiejszego stanu nie jest nowy przepis, tylko potraktowanie istniejącego obowiązku poważnie: jako warunku, który serwis musi spełnić, a nie deklaracji, której nikt nie sprawdza.
- Polski język migowy jako język mniejszości — status prawny, który z obecności tłumaczeń migowych w państwowej komunikacji czyni regułę, a osobom głuchym gwarantuje dostęp do informacji publicznej we własnym języku.
Ta sama zasada domyka rozumowanie o dostępności architektonicznej: podjazd, winda czy oznaczenie w alfabecie Braille’a to fizyczny odpowiednik dostępnej strony, a program traktuje jedno i drugie jako element tego samego zobowiązania państwa wobec obywateli o szczególnych potrzebach. Rdzeniem tego akurat postulatu pozostaje jednak warstwa cyfrowa i językowa — bo to w niej państwo najszybciej przenosi dziś kontakt z obywatelem, i w niej najłatwiej o ciche wykluczenie pod pozorem nowoczesności.
Dostępność w tym ujęciu jest kwestią równości: chodzi o to, czy instytucje publiczne są jednakowo otwarte dla wszystkich, czy tylko dla tych, którym akurat odpowiada sposób, w jaki je zaprojektowano. O równości rozumianej jako realny, a nie deklarowany dostęp do praw i do państwa piszemy szerzej w siostrzanym serwisie Razem dla równości, bo dostępny urząd jest jednym z warunków tego, żeby równość wobec prawa znaczyła coś w praktyce, a nie tylko w preambule.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Deklaracja programowa 2025 (program)
- Osoby niepełnosprawne w 2023 roku — GUS (4 006,4 tys. osób z ważnym orzeczeniem, grudzień 2023)
- Monitoring dostępności cyfrowej 2024 — Ministerstwo Cyfryzacji (100 stron i 45 aplikacji, żadna w pełni zgodna; 25 stron niezgodnych)
- Ustawa z dnia 4 kwietnia 2019 r. o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych (Dz.U. 2019 poz. 848)
- Ustawa z dnia 19 lipca 2019 r. o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami (Dz.U. 2019 poz. 1696)
- Ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o języku migowym i innych środkach komunikowania się (Dz.U. 2011 poz. 1243)
- Ustawa z dnia 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym (Dz.U. 2005 poz. 141)
- Konwencja o prawach osób niepełnosprawnych, Nowy Jork 2006 (Dz.U. 2012 poz. 1169) — art. 9 dostępność, art. 21 język migowy
- Równość jako realny dostęp do praw i do państwa — Razem dla równości
