Fundusz Alimentacyjny dla wszystkich rodzin: koniec karania samotnych rodziców za bezradność komornika

Fundusz Alimentacyjny miał być zabezpieczeniem państwa dla dziecka, na które rodzic nie płaci, a którego komornik i tak nie potrafi ściągnąć alimentów. O dostępie do tego zabezpieczenia decyduje jednak sztywne kryterium dochodowe — 1209 zł na osobę — które odcina od wsparcia pracujących samotnych rodziców. Razem chce zagwarantować wypłatę wszystkim rodzinom, uprościć procedury i dołożyć darmową pomoc prawną w sprawach o alimenty.

Marmurowa rzeźba dziecięcej dłoni spoczywającej na poduszce — neoklasyczne studium dłoni dziecka.

Fundusz Alimentacyjny powstał po to, żeby państwo wchodziło w miejsce rodzica, który uchyla się od płacenia zasądzonych alimentów, a którego komornik i tak nie potrafi do tego zmusić. W założeniu to zabezpieczenie dziecka: skoro egzekucja zawodzi, wypłatę bierze na siebie budżet, a potem sam upomina się o swoje u dłużnika. O tym, czy dziecko dostanie to zabezpieczenie, rozstrzyga jednak jedna liczba — kryterium dochodowe, które odcina od wsparcia właśnie tych samotnych rodziców, którzy poszli do pracy i zaczęli trochę więcej zarabiać. Partia Razem chce zagwarantować wypłatę z Funduszu wszystkim rodzinom w takiej sytuacji, uprościć procedury i dołożyć do tego darmową pomoc prawną w sprawach o alimenty, tak aby koszt niewydolnej egzekucji przestał spadać na barki osoby, która samotnie wychowuje dziecko.

Próg dochodowy, który karze tych, którzy pracują

Świadczenie z Funduszu Alimentacyjnego przysługuje dziś rodzinie, w której miesięczny dochód na osobę nie przekracza 1209 zł. Ta kwota z każdym rokiem znaczy coraz mniej, bo jest oderwana od jakiegokolwiek wskaźnika, który by ją podnosił. Kiedy w 2007 r. wchodziła w życie ustawa o pomocy osobom uprawnionym do alimentów, próg wynosił 725 zł przy płacy minimalnej równej 936 zł — kryterium sięgało więc trzech czwartych najniższej pensji. Dziś płaca minimalna wynosi 4806 zł brutto, a próg Funduszu stoi w miejscu i stanowi już tylko jej ułamek.

Skutek tego rozjazdu jest łatwy do prześledzenia na konkretnej rodzinie. Samotny rodzic z jednym dzieckiem tworzy dwuosobową rodzinę, w której łączny dochód nie może przekroczyć dwukrotności progu, czyli 2418 zł. Wystarczy praca w pełnym wymiarze za najniższą krajową, żeby ten limit przekroczyć — nawet rozłożona na dwie osoby płaca minimalna daje więcej niż 1209 zł na głowę. Rodzic, który zamiast korzystać z pomocy społecznej podjął stałą pracę, wypada więc z systemu dokładnie wtedy, gdy zaczyna zarabiać cokolwiek powyżej minimum. Wprowadzony wcześniej mechanizm „złotówka za złotówkę" łagodzi tę krawędź, bo po przekroczeniu progu świadczenie jest pomniejszane o kwotę nadwyżki zamiast znikać z dnia na dzień — ale i on ma twardą granicę: jeśli po przeliczeniu wychodzi mniej niż 100 zł, Fundusz nie wypłaca nic.

Szacunek poglądowy. Podwyższenie maksymalnej kwoty świadczenia z 500 do 1000 zł, które weszło w życie od października 2024 r., objęło według rządowych szacunków ok. 38,8 tys. osób — a to, jak podano, blisko jedna czwarta wszystkich pobierających świadczenia z Funduszu. Z tej proporcji wynika, że wsparcie z Funduszu Alimentacyjnego trafia w skali kraju do rzędu 150–170 tys. osób. Kwota na dziecko przez lata tkwiła na poziomie 500 zł — dopiero jej podwojenie w 2024 r. zbliżyło świadczenie do realnych zasądzeń.

Cała ta konstrukcja istnieje dlatego, że egzekucja alimentów w Polsce po prostu nie działa. Skuteczność ściągania zasądzonych alimentów przez komorników oscyluje poniżej 20 proc. — tak szacuje Krajowa Rada Komornicza, wskazując na dłużników, którzy wyspecjalizowali się w ukrywaniu dochodów i majątku. Odpowiada temu skala zaległości: w czerwcu 2025 r. łączne długi alimentacyjne w bazie Krajowego Rejestru Długów sięgały 16,4 mld zł, a w rejestrze figurowało ok. 292,4 tys. dłużników, z czego 94 proc. stanowili mężczyźni, przy średnim zadłużeniu rzędu 56 tys. zł na osobę. Liczby te układają się w powtarzalny wzór: pieniędzy nie płaci rodzic zobowiązany wyrokiem, a codzienny brak łata ten, przy którym dziecko mieszka — najczęściej matka.

Jak działałby Fundusz bez progu i po co przy nim prawnik

Gwarancja wypłaty „dla wszystkich rodzin" oznacza w praktyce jedno: zniesienie kryterium dochodowego jako bramki, która decyduje, czyje dziecko dostanie zabezpieczenie, a czyje nie. Logika Funduszu i tak jest zaliczkowa — państwo wypłaca świadczenie w miejsce niepłacącego rodzica, a następnie dochodzi tej kwoty od niego, z ustawowymi odsetkami. Przy skuteczności egzekucji poniżej 20 proc. regres odzyskuje z tego długu jedynie ułamek, więc gwarantowana wypłata realnie obciąża budżet — rzecz w tym, że sam próg dochodowy przed tym kosztem państwa nie chroni, a jedynie przerzuca go na dziecko i na obecnego rodzica w każdym przypadku, gdy egzekucja zawiedzie. Zniesienie progu jest więc świadomą decyzją o tym, kto ma ponosić ryzyko cudzego uchylania się: państwo, które i tak dochodzi swojego regresem, czy dziecko, które nie ma jak. Wsparcie przysługuje wtedy dlatego, że alimenty nie są płacone i nie dają się wyegzekwować — podstawą jest sam fakt niewyegzekwowanego świadczenia, a nie poziom zarobków rodzica opiekującego się dzieckiem.

Do tego dochodzi uproszczenie samej procedury i obniżenie jej kosztów, bo dziś droga do świadczenia i do wyegzekwowania alimentów prowadzi przez sąd, komornika i urząd naraz. Sprawy o alimenty — o ich zasądzenie, podwyższenie, o skuteczną egzekucję wobec dłużnika, który zmienia pracodawców i konta — wymagają orientacji prawnej, na którą samotnego rodzica zwykle nie stać, a której koszt potrafi przewyższyć samą spodziewaną kwotę. Darmowa pomoc prawna w tych sprawach usuwa barierę, która dziś decyduje o tym, czy komuś w ogóle opłaca się dochodzić swoich praw. Nierówność jest przy tym wpisana w sam układ: lepiej sytuowany dłużnik często korzysta z fachowego doradztwa, które podpowiada, jak utrudnić komornikowi zajęcie majątku, podczas gdy rodzic dochodzący alimentów zostaje z procedurą sam. Rodzic, który dostanie wsparcie prawne na starcie, ma realną szansę doprowadzić sprawę do końca, zamiast rezygnować w połowie drogi z braku pieniędzy na adwokata, a Fundusz z gwarantowaną wypłatą daje mu przez ten czas stały grunt pod nogami, bo bieżące potrzeby dziecka nie czekają na wynik postępowania.

Co proponuje Razem

Deklaracja programowa Partii Razem z 2025 r. ujmuje to w jednym punkcie rozdziału o państwie, na które można liczyć:

Zagwarantujemy wypłatę świadczeń z Funduszu Alimentacyjnego dla wszystkich rodzin. Uprościmy procedury, obniżymy koszty i zapewnimy darmową pomoc prawną w sprawach o alimenty.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 9, partiarazem.pl

Poparcie dla idei bezpłatnej pomocy prawnej ma w Razem dłuższą historię, a co ważne — od początku było kierowane właśnie do takich osób. Już w stanowisku z 2015 r. partia, popierając samą ideę nieodpłatnej pomocy prawnej, krytykowała ówczesną ustawę za to, że zamyka do niej drogę osobom w trudnej sytuacji życiowej i materialnej. Wśród przykładów takich pominiętych grup Razem wymieniał wprost pracujących samotnych rodziców pobierających alimenty i postulował rozszerzenie kręgu uprawnionych o osoby w trudnym położeniu. To było stanowisko wobec konkretnej ustawy i o rozszerzenie listy uprawnionych, nie o pomoc prawną bez żadnych warunków — ale kierunek jest ten sam co dziś: darmowe wsparcie prawne ma trafiać do ludzi, których na prawnika nie stać, a którzy najbardziej go potrzebują.

Trudno oddzielić Fundusz Alimentacyjny od pytania, kto w praktyce ponosi koszt niepłaconych alimentów. Skoro w rejestrach dłużników zdecydowaną większość stanowią mężczyźni, a dzieci po rozstaniu najczęściej zostają przy matkach, sprawność egzekucji i dostępność wsparcia są wprost kwestią sytuacji samotnych matek — piszemy o tym szerzej w siostrzanym serwisie Razem dla kobiet, gdzie ściąganie alimentów i ekonomiczna samodzielność kobiet po rozstaniu wracają jako osobny temat. Z tej perspektywy gwarantowany Fundusz i darmowa pomoc prawna sprawiają, że koszt cudzego uchylania się ponosi dłużnik oraz budżet państwa, który dochodzi swojego w trybie regresu, zamiast obciążać rodzica, przy którym mieszka dziecko.

Źródła i dalsza lektura