Dlaczego kobiety mają niższe emerytury: luka emerytalna i to, co ją domyka

Przeciętna emerytura kobiety w Polsce jest o około jedną trzecią niższa niż emerytura mężczyzny — nie z powodu niższych stawek, lecz krótszych okresów składkowych, przerw na opiekę, niższych płac i wcześniejszego przejścia na emeryturę. Razem odpowiada na to kilkoma elementami naraz: automatyczną waloryzacją świadczeń, powszechnym systemem z emeryturą obywatelską jako jednym z filarów gwarantujących godne minimum, oraz zrównaniem wieku emerytalnego.

Portret starszej kobiety w pogodnej, codziennej scenie — obraz emerytki, której świadczenie ma być zabezpieczeniem, a często wystarcza ledwie na minimum.

Przeciętna emerytura kobiety w Polsce jest o mniej więcej jedną trzecią niższa niż emerytura mężczyzny. Według danych ZUS z I kwartału 2024 r. kobieta dostawała średnio 2 792,86 zł, a mężczyzna 4 103,07 zł brutto — różnica sięga ponad 1 300 zł miesięcznie i utrzymuje się rok po roku. Nie bierze się ona z tego, że państwo wypłaca kobietom niższą stawkę: formuła emerytalna jest formalnie neutralna płciowo. Bierze się z tego, co przez całe życie zawodowe składa się na kapitał emerytalny — z krótszych okresów składkowych, przerw na opiekę, niższych zarobków i wcześniejszego przejścia na emeryturę. Razem odpowiada na tę różnicę nie jednym cudownym przepisem, lecz kilkoma elementami naraz: automatyczną waloryzacją wszystkich świadczeń, powszechnym systemem emerytalnym, w którym jednym z filarów jest emerytura obywatelska gwarantująca godne minimum, oraz zrównaniem wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Więcej o tym, jak państwo ma zabezpieczać godną starość, piszemy w całym tym dziale.

Skala luki: liczby, które nie znikają

Różnica między emeryturami kobiet i mężczyzn to nie postulat ani rama polityczna, tylko rzecz mierzona przez instytucje publiczne. Po waloryzacji z marca 2025 r. przeciętna emerytura z ZUS wyniosła 3 909,79 zł brutto, a dystans między świadczeniem statystycznego mężczyzny i statystycznej kobiety przekraczał 1 600 zł. Ta średnia zaciera jednak coś ważniejszego: rozkład najniższych świadczeń jest silnie sfeminizowany. Wśród osób pobierających w grudniu 2024 r. emeryturę niższą od ustawowego minimum kobiety stanowiły 77,4% — na 433,1 tys. takich świadczeń. Emerytura poniżej gwarantowanego minimum przysługuje tym, którzy nie wypracowali wymaganego stażu; ponieważ to głównie kobietom staż przerywa opieka, to głównie one lądują poniżej tej podłogi.

W porównaniach europejskich Polska nie wypada źle, co samo w sobie jest znaczące. W 2024 r. przeciętna emerytura kobiety w wieku 65+ w Unii była o 24,5% niższa od emerytury mężczyzny. Polska luka mierzona metodą Eurostatu jest niższa od unijnej średniej i od lat się kurczy — w 2018 r. wynosiła 18,7% wobec 23,6% w 2010 r. Rozjazd między tymi 18–20% a widoczną w danych ZUS różnicą rzędu jednej trzeciej wynika z metody liczenia: Eurostat obejmuje całość dochodów emerytalnych osób po 65. roku życia, ZUS zaś porównuje surowe średnie wypłacanych świadczeń. Kierunek obu miar jest ten sam — kobieta na starość dostaje istotnie mniej.

Skąd bierze się różnica

Polski system emerytalny po reformie z 1999 r. działa na zasadzie zdefiniowanej składki: wysokość świadczenia to w uproszczeniu zgromadzony kapitał podzielony przez statystyczną liczbę miesięcy, jakie pozostały człowiekowi do przeżycia. W takim modelu każda luka w życiorysie składkowym przekłada się wprost na niższą emeryturę, bo nie ma już mechanizmu, który wyrównywałby ją z definicji. A życiorysy składkowe kobiet i mężczyzn różnią się systematycznie.

Pierwsza różnica to obecność na rynku pracy. W IV kwartale 2024 r. współczynnik aktywności zawodowej wynosił 51,9% wśród kobiet i 65,5% wśród mężczyzn — dystans 26 punktów procentowych, w dużej mierze wypełniony właśnie opieką nad dziećmi i bliskimi. Kobiety częściej przerywają karierę i częściej pracują w niepełnym wymiarze, a każdy taki okres to miesiące bez odprowadzanych składek albo ze składką od niższej podstawy. Do tego dochodzi niższa płaca w trakcie pracy, która obniża podstawę wymiaru składki nawet wtedy, gdy kobieta pracuje na pełny etat i bez przerw.

Druga różnica jest wpisana w sam wiek emerytalny. Kobiety przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat, mężczyźni w wieku 65 — o pięć lat wcześniej odkładają więc składki i o pięć lat wcześniej zaczynają je konsumować. Ponieważ jednocześnie żyją statystycznie dłużej, zgromadzony kapitał dzieli się przez większą liczbę miesięcy, co samo z siebie obniża miesięczne świadczenie. To dlatego niższy wiek emerytalny kobiet, pomyślany jako przywilej, w arytmetyce zdefiniowanej składki obraca się przeciwko wysokości ich emerytur. Diagnoza jest tu zewnętrzna wobec polityki — to opis tego, jak działa formuła, a nie czyjś postulat.

Co proponuje Razem

W Deklaracji programowej z 2025 r. odpowiedź na tę nierówność nie jest jednym hasłem, lecz trzema powiązanymi rozstrzygnięciami z rozdziału o państwie opiekuńczym:

Zapewnimy automatyczną waloryzację wszystkich świadczeń społecznych i progów dochodowych uprawniających do ich otrzymywania. (…) Zlikwidujemy KRUS i wprowadzimy jeden powszechny system świadczeń emerytalnych, w którym jednym z filarów jest emerytura obywatelska. Wprowadzimy równy wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn. Umożliwimy wcześniejsze przejście na emeryturę po wypracowaniu wymaganego stażu pracy oraz kontynuowanie pracy dla podniesienia wysokości świadczenia.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 1–3, partiarazem.pl

Ciężar domykania luki spoczywa w tym zestawie na dwóch pierwszych punktach, nie na trzecim. Podłogą, poniżej której świadczenie spaść nie może, ma być emerytura obywatelska — ale jako jeden z filarów powszechnego systemu, a nie jego całość ani samodzielne rozwiązanie. Sensem tego filaru jest zagwarantowanie godnego minimum niezależnie od tego, jak dziurawy był życiorys składkowy: skoro to kobiety dominują wśród osób z emeryturą poniżej minimum, to podniesienie i zabezpieczenie tej podłogi dotyka przede wszystkim ich. Powszechność systemu — likwidacja odrębnego KRUS i sprowadzenie wszystkich pod te same reguły — ma z kolei zamknąć furtki, przez które część uprawnionych wypada dziś poza główny system.

Drugim elementem jest automatyczna waloryzacja wszystkich świadczeń i progów dochodowych. Bez niej nawet przyzwoicie ustawiona podłoga z każdym rokiem inflacji obniża się w realnej wartości, a jej podnoszenie wraca do debaty publicznej tylko wtedy, gdy komuś politycznie się to opłaca. Zapisanie waloryzacji jako mechanizmu działającego z automatu odbiera świadczeniom charakter przedwyborczej łaski i utrzymuje realną wysokość minimum w czasie — co znów najbardziej liczy się dla tych, którzy siedzą blisko tej podłogi, czyli w większości dla kobiet.

Trzeci punkt — równy wiek emerytalny plus emerytura stażowa — trzeba czytać uczciwie. Zrównanie wieku kobiet i mężczyzn to przede wszystkim wyrównanie zasady i odebranie formule tego mechanizmu, który dziś dzieli kobiecy kapitał przez większą liczbę miesięcy; możliwość dłuższej pracy dla podniesienia świadczenia i wcześniejszego odejścia po wypracowanym stażu daje z kolei realny wybór zamiast sztywnej granicy. Ale samo zrównanie wieku luki nie zamyka: nie odrobi lat spędzonych poza rynkiem pracy przy opiece ani niższych płac zapisanych już w kapitale. Kobieta, która straciła składkowe lata na opiekę, nie odzyska ich przez to, że będzie mogła pracować dłużej — dlatego to nie równy wiek, lecz gwarantowane minimum i jego waloryzacja robią w tym programie robotę redystrybucyjną.

Korzeń luki emerytalnej sięga zresztą znacznie wcześniej niż moment przejścia na emeryturę — tkwi w nierównym podziale pracy opiekuńczej, w przerwach w karierze i w luce płacowej, które dopiero na starość kumulują się w niższym świadczeniu. Tej stronie problemu — pracy opiekuńczej, kosztowi wychodzenia z rynku pracy i temu, jak luka płacowa staje się luką emerytalną — przyglądamy się w siostrzanym serwisie Razem dla kobiet.

Źródła i dalsza lektura