Najpierw mieszkanie: jak wyprowadzić ludzi z bezdomności, zamiast tylko chronić ich przed zamarznięciem

Polska polityka wobec bezdomności kończy się najczęściej na noclegowni — dachu na jedną noc, z którego rano trzeba wyjść. Model „najpierw mieszkanie” odwraca tę kolejność: daje człowiekowi stały lokal od razu, a terapię i pracę buduje dopiero na tym fundamencie. Razem chce oprzeć na tej zasadzie krajową politykę i powołać pełnomocnika rządu ds. zakończenia bezdomności.

Blok mieszkalny z wielkiej płyty na osiedlu Hubala w Tomaszowie Mazowieckim, widziany z poziomu ulicy.

Kiedy państwo spotyka człowieka bez dachu nad głową, jego odpowiedź kończy się zwykle na jednej nocy: łóżko w noclegowni, ciepła zupa, a rano wyjście z powrotem na ulicę. Taki system, obliczony na to, żeby nikt nie zamarzł, nie prowadzi jednak nikogo z bezdomności — utrzymuje ludzi w niej w stanie zawieszenia. Polityka „najpierw mieszkanie” (Housing First) odwraca założoną kolejność: zamiast wymagać, by człowiek najpierw „się ogarnął”, wytrzeźwiał i znalazł pracę, a mieszkanie dostał w nagrodę na końcu drogi, daje mu stały lokal od razu i dopiero na tym fundamencie prowadzi terapię, leczenie i powrót do zatrudnienia. Partia Razem chce oprzeć na tej zasadzie krajową politykę wobec bezdomności i powołać pełnomocnika rządu, którego zadaniem będzie jej zakończenie.

Problem: schronienie na noc zamiast wyjścia z bezdomności

Skala zjawiska w Polsce jest trudna do uchwycenia, bo państwo mierzy je rzadko i pobieżnie. W ostatnim Ogólnopolskim badaniu liczby osób bezdomnych, przeprowadzonym w nocy z 28 na 29 lutego 2024 r., resort rodziny zdiagnozował 31 042 osoby w kryzysie bezdomności, z czego 80% stanowili mężczyźni. Trzy czwarte z nich (76%) przebywało w placówkach — schroniskach, noclegowniach, ogrzewalniach — a co piąta osoba poza nimi, w przestrzeni publicznej i miejscach nienadających się do zamieszkania.

Dane orientacyjne. Ogólnopolskie badanie MRiPS liczy osoby bezdomne metodą „jednej nocy raz na dwa lata” — na podstawie zgłoszeń z gmin z konkretnej doby. Taka migawka z natury pomija tych, którzy tej nocy nie trafili do żadnej placówki ani nie zostali policzeni na ulicy, więc podawaną liczbę należy traktować jako zaniżony szacunek rzędu wielkości, a nie dokładny stan. Dla porządku: w kolejnych edycjach wynik wahał się między ok. 30 tys. (2019) a 33 tys. (2017) osób.

Bezdomność nie jest przy tym polskim wyjątkiem ani zjawiskiem, które samo się kurczy. Według raportu FEANTSA i Fondation Abbé Pierre w Europie bez własnego dachu nad głową żyje co najmniej 895 tys. osób — o 30% więcej niż w poprzednim szacunku z 2018 r. Niemal wszędzie w Unii krzywa idzie w górę, co osłabia wygodne tłumaczenie, że bezdomność to margines, którym nie warto zajmować się systemowo.

Polski system pomocy jest zbudowany wokół interwencji, a nie wyjścia z kryzysu. Zapewnia schronienie na noc, ale rzadko prowadzi dalej — do stałego mieszkania i samodzielności. Dominuje w nim logika „drabinki”: człowiek ma najpierw zasłużyć na mieszkanie, przechodząc kolejne szczeble — z ulicy do ogrzewalni, z ogrzewalni do noclegowni, ze schroniska do mieszkania treningowego — i na każdym z nich udowodnić, że jest gotowy. W praktyce ta konstrukcja zatrzymuje ludzi na niższych szczeblach. Placówki wykluczają osoby pod wpływem alkoholu i wymagają zdolności do samoobsługi, więc najciężej doświadczeni — uzależnieni, chorzy psychicznie, niesamodzielni — wypadają z systemu, zamiast się w nim leczyć. Sama partia w stanowisku o wychodzeniu z bezdomności opisała ten mechanizm wprost: administracja jest dziś zainteresowana głównie tym, by osoby bezdomne nie zamarzły i nie umarły z głodu, a reintegracja i zapobieganie kolejnym przypadkom pozostają poza jej zasięgiem.

Warto przy tym pamiętać, skąd ludzie w bezdomności się biorą, bo diagnoza podważa obraz „życiowej porażki jednostki”. Partia w swoim stanowisku wskazuje przyczyny strukturalne — utrudniony dostęp do mieszkań socjalnych i tanich na wynajem wobec drogiej oferty deweloperskiej, nierówności ekonomiczne, wpadanie w pętlę zadłużenia — a wśród bezpośrednich powodów wymienia eksmisję lub wymeldowanie blisko połowy badanych osób bezdomnych. Człowiek trafia na ulicę najczęściej dlatego, że wypadł z niewydolnego rynku mieszkaniowego, a nie dlatego, że z góry był na to skazany.

Wokół tego narosł też mit, który wygodnie zdejmuje z państwa odpowiedzialność — że pomoc mieszkaniowa ma sens dopiero wtedy, gdy człowiek „najpierw się pozbiera”. Kolejność jest jednak odwrotna, niż podpowiada ta intuicja. Uzależnienie, choroba psychiczna czy utrata kompetencji społecznych to w dużej mierze skutki życia na ulicy, a nie warunek wstępny, który dałoby się odhaczyć przed przydziałem lokalu. Bez stałego adresu trudno się leczyć, szukać pracy czy w ogóle załatwić cokolwiek w urzędzie — a im dłużej trwa bezdomność, tym głębsze staje się wykluczenie, które ją utrwala.

Jak działa „najpierw mieszkanie”

Model Housing First zrywa z drabinką i stawia sprawę na głowie względem dotychczasowej praktyki: mieszkanie jest punktem wyjścia, nie nagrodą na mecie. Człowiek dostaje własny, stały lokal — z umową i normalnym czynszem pokrywanym w części z dopłaty — a wsparcie terapeutyczne, leczenie uzależnień czy pomoc w znalezieniu pracy przychodzą do niego już pod ten adres i są dobrowolne. Fundamentem jest założenie, że stabilne miejsce zamieszkania to nie efekt udanej reintegracji, lecz jej warunek: dopiero mając gdzie mieszkać, można zająć się resztą.

Nie jest to pobożne życzenie, bo model przeszedł twarde testy. Największym była kanadyjska próba At Home/Chez Soi, w której osoby bezdomne z zaburzeniami psychicznymi losowo przydzielano do programu Housing First albo do zwykłej ścieżki pomocy. Uczestnicy programu utrzymywali mieszkanie znacznie częściej niż grupa porównawcza, a rachunek ekonomiczny okazał się korzystny: 69% kosztów interwencji zwróciło się w postaci oszczędności gdzie indziej — na noclegowniach, ostrych dyżurach, interwencjach służb — co obniżyło koszt netto do ok. 6,3 tys. dolarów kanadyjskich na osobę rocznie. Człowiek, który ma gdzie mieszkać, rzadziej trafia na izbę przyjęć czy do aresztu, więc koszt i tak ponosi państwo — z tą różnicą, że płaci wtedy za mieszkanie, a nie za skutki jego braku.

Skalę tej różnicy najlepiej pokazuje Finlandia, która oparła na zasadzie „najpierw mieszkanie” całą krajową strategię już w 2007 r. Efekt jest wymierny: liczba osób korzystających z doraźnych miejsc w hostelach i schroniskach spadła tam o 76% w latach 2008–2017, a Finlandia pozostaje jednym z nielicznych krajów europejskich, w których bezdomność nie rośnie, lecz maleje. Fiński przykład rozbraja argument o koszcie: fiński sukces nie brał się z większej zamożności, lecz z przesunięcia pieniędzy: kraj przestał finansować dożywotnie zawieszenie w noclegowni i skierował te środki na stałe mieszkania.

Co proponuje Razem

Partia Razem chce przenieść tę logikę do polskiej polityki społecznej. W Deklaracji programowej z 2025 r. postulat brzmi jednoznacznie:

Wdrożymy programy przeciwdziałania i wychodzenia z bezdomności, oparte o zasadę „najpierw mieszkanie”. Powołamy pełnomocnika rządu ds. zakończenia bezdomności. Stworzymy sieć publicznych placówek, gwarantujących natychmiastowe schronienie i kompleksową pomoc.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 12, partiarazem.pl

Za tym hasłem stoi konkretny program, rozpisany już w stanowisku partii o wychodzeniu z bezdomności. Rdzeniem jest zasada „najpierw mieszkania, potem reintegracja” — bo bezpośrednie przejście od ulicy do samodzielnego najmu bez ryzyka nawrotu praktycznie się nie zdarza, choćby przy najlepszej terapii. Razem chce budować i pozyskiwać mieszkania socjalne, komunalne i wspomagane dedykowane osobom wychodzącym z bezdomności, a programy reintegracyjne — leczenie uzależnień, wsparcie w zdrowiu psychicznym, pomoc ofiarom przemocy, szkolenia zawodowe — ściśle powiązać z tym mieszkaniem, zamiast prowadzić je w oderwaniu. Powołanie pełnomocnika rządu ma dać całości jednego gospodarza: dziś odpowiedzialność jest rozproszona między gminy, województwa i resorty, które nie współpracują efektywnie, przez co żaden program nie odpowiada za wynik.

Program obejmuje też prewencję, czyli zamykanie drogi, którą ludzie w bezdomność wpadają. Kluczowe jest zniesienie możliwości orzekania eksmisji „na bruk” — bez prawa do lokalu zastępczego — z jakiejkolwiek przyczyny, bo skazanie kogoś na bezdomność nie może być formą kary ani skutkiem ubocznym windykacji. Docelowo, wzorem Finlandii i Norwegii, sieć doraźnych noclegowni ma być stopniowo wygaszana, a uwalniane środki przekierowane na mieszkania — od schronienia na jedną noc w stronę stałego dachu nad głową.

„Najpierw mieszkanie” jest zresztą szczególnym przypadkiem szerszej prawdy: bezdomności nie da się rozwiązać bez dostępnych mieszkań w ogóle. Dopóki mieszkanie jest towarem spekulacyjnym, a zasób komunalny i socjalny pozostaje szczątkowy, gminom brakuje lokali, do których w ogóle mogłyby kogoś skierować — i cała polityka wychodzenia z bezdomności grzęźnie na braku kluczy do wydania. Dlatego program mieszkaniowy Razem opisujemy osobno, w siostrzanym serwisie o tanich mieszkaniach — bo publiczne budownictwo na wynajem i ochrona lokatorów to warunek, bez którego „najpierw mieszkanie” zostanie hasłem bez pokrycia w realnych lokalach.

Źródła i dalsza lektura