Polski język migowy jako język mniejszości: co to zmienia dla osób głuchych

Ustawa z 2011 r. pozwala osobie głuchej zażądać w urzędzie tłumacza, ale nie daje polskiemu językowi migowemu żadnego trwałego statusu — nie ma go w katalogu chronionych języków, nie stoi za nim obowiązek finansowania ani gwarancja obecności w szkole i mediach publicznych. Razem chce uznać PJM za język mniejszości, tak jak kaszubski, i przenieść prawo do tłumacza z poziomu deklaracji na poziom obowiązku państwa.

Tłumaczka języka migowego pokazuje znak dłońmi podczas rozmowy z osobą głuchą przy stole.

Polski język migowy ma w polskim prawie status połowiczny. Ustawa z 2011 r. pozwala osobie głuchej zażądać w urzędzie bezpłatnego tłumacza, ale nie nadaje jej językowi żadnej trwałej ochrony — nie ma go w katalogu języków, które państwo ma obowiązek pielęgnować, nie stoi za nim finansowanie z budżetu ani gwarancja obecności w szkole czy w mediach publicznych. Partia Razem chce to zmienić i uznać polski język migowy (PJM) za język mniejszości, co przeniosłoby prawo do tłumacza i dostępność usług publicznych z poziomu jednostkowego wniosku na poziom stałego zobowiązania państwa.

Problem: język, którego prawo nie widzi w pełni

Polski język migowy jest naturalnym językiem polskiej społeczności Głuchych. Ma własną gramatykę, składnię i porządek zdania, niezależne od polszczyzny mówionej, i przekazywany jest z pokolenia na pokolenie tak jak każdy żywy język. Czym innym jest system językowo-migowy (SJM) — sztuczny twór z lat 80., w którym znaki miga się w szyku polskiego zdania. SJM powstał jako pomocnicza kalka mówionego polskiego, wymyślona do celów dydaktycznych, a nie jako mowa, w której ktokolwiek naprawdę myśli. Rozróżnienie ma praktyczne konsekwencje: przez lata w szkołach dla głuchych uczono właśnie SJM, a samych nauczycieli szkolono w tej kalce zamiast w żywym języku uczniów, przez co dzieci bywały odcinane od swojego pierwszego języka (Wikipedia — polski język migowy).

Obowiązująca ustawa o języku migowym i innych środkach komunikowania się z 2011 r. po raz pierwszy nazwała PJM w polskim prawie i dała osobie uprawnionej prawo do bezpłatnego tłumacza w kontakcie z administracją publiczną. To był krok naprzód, ale obwarowany. Prawo trzeba zgłosić z wyprzedzeniem co najmniej trzech dni roboczych, obejmuje ono wąsko rozumiane organy administracji, a poza urzędem — w szpitalu, u notariusza, w sądzie, w telewizji — kończy się albo działa wyrywkowo. Ustawa traktuje migowy jako środek komunikowania się, który należy jednostce udostępnić na jej żądanie, a nie jako język, który wspólnota ma obowiązek chronić i rozwijać. Cały ciężar spada więc na osobę głuchą: to ona musi wiedzieć, że ma prawo, zawnioskować w terminie i wyegzekwować je od konkretnego urzędnika.

Skala społeczności, której to dotyczy, jest znaczna. Według danych GUS w Polsce żyje ponad 800 tys. osób z głębokim niedosłuchem. Nie wszystkie posługują się migowym — wiele osób traci słuch dopiero na starość i pozostaje przy polszczyźnie mówionej — ale rdzeń społeczności Głuchych, dla których PJM jest pierwszym językiem, środowisko szacuje na kilkadziesiąt tysięcy; najczęściej podaje się przedział 40–50 tys. osób.

Dane poglądowe. Liczba ok. 40–50 tys. użytkowników PJM jako pierwszego języka to szacunek środowiska Głuchych, a nie wynik pełnego badania. Brak dokładnych statystyk sam w sobie jest jednym z problemów, które status języka mniejszości pomógłby uporządkować.

Rozziew między szacunkiem a oficjalnym rachunkiem widać w spisie powszechnym. W Narodowym Spisie Powszechnym 2021 polski język migowy jako język używany w domu zadeklarowało 9 267 osób. PJM po raz pierwszy w historii polskiego spisu w ogóle dało się wskazać, a i tak wynik wyszedł kilkukrotnie niższy od szacunków środowiska — bo pytano wyłącznie o język domowy i tylko o tych, którzy sami się zgłosili. Społeczność, która w statystyce publicznej ledwie majaczy, trudno objąć spójną polityką.

Reprezentujący tę społeczność Polski Związek Głuchych, członek Światowej Federacji Głuchych, od dekad wskazuje, że mimo ustawy z 2011 r. osoby migające wciąż napotykają barierę w dostępie do informacji, a przez nią do edukacji, kultury i rynku pracy. Dopóki PJM nie ma statusu chronionego języka, jego obecność w przestrzeni publicznej zależy od dobrej woli pojedynczego urzędu czy nadawcy, a nie od trwałego obowiązku wpisanego w prawo.

Co daje status języka mniejszości

Polskie prawo zna już mechanizm, który nadaje wybranym językom trwałą ochronę — ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z 2005 r. To na jej podstawie kaszubski został jedynym w Polsce językiem regionalnym, a języki dziewięciu mniejszości narodowych i czterech etnicznych objęto ochroną. Status ten pociąga za sobą konkretne zobowiązania państwa, a nie samą deklarację szacunku.

Po pierwsze, z budżetu państwa idą dotacje na działania chroniące i rozwijające dany język oraz kulturę jego użytkowników — od wydawnictw i instytucji kultury po nauczanie. Po drugie, w gminach, w których społeczność przekracza ustawowy próg, język mniejszości może być używany jako pomocniczy w kontaktach z urzędem, a nazwy miejscowości bywają dwujęzyczne. Po trzecie, państwo bierze na siebie wspieranie nauczania języka i w tym języku. Kaszubski przeszedł tę drogę w ciągu jednego pokolenia: z mowy domowej, której w szkole raczej się wstydzono, stał się przedmiotem z podręcznikami, egzaminem maturalnym i publicznym finansowaniem.

Przeniesienie tej logiki na język migowy nie jest mechaniczne. Migowy nie jest przypisany do terytorium, więc dwujęzyczne tablice czy próg dwudziestu procent w gminie nie mają tu zastosowania — Głusi są rozproszeni po całym kraju, nie skupieni w jednym regionie. Sens statusu leży gdzie indziej: w trwałym, finansowanym z budżetu obowiązku obecności języka wszędzie tam, gdzie państwo styka się z obywatelem. W mediach publicznych, w których dziś tłumaczenie na migowy pojawia się wyrywkowo. W szkole, w której dziecko głuche ma prawo uczyć się w swoim języku, a nie w jego kalce. W urzędzie i w gabinecie lekarskim, gdzie tłumacz powinien być standardem, a nie efektem szczęśliwego zbiegu okoliczności.

Co proponuje Razem

W Deklaracji programowej z 2025 r. postulat zapisano w rozdziale o państwie opiekuńczym, na które obywatel ma móc liczyć:

Uznamy polski język migowy za język mniejszości. Zadbamy o zwiększenie dostępności wszystkich stron i serwisów udostępnianych przez administrację publiczną dla osób z niepełnosprawnościami.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 5, partiarazem.pl

Za tym jednym zdaniem stoi rozpisany wcześniej plan. W Karcie dla osób z niepełnosprawnościami Razem doprecyzował, co uznanie PJM za język mniejszości — na równi na przykład z kaszubskim — miałoby oznaczać w praktyce:

  • Standaryzacja i certyfikacja tłumaczy — system oceny jakości tłumaczeń na PJM oraz certyfikowania osób tłumaczących, żeby prawo do tłumacza znaczyło prawo do tłumacza kompetentnego.
  • Więcej migowego w mediach publicznych — ustawowe zwiększenie udziału treści tłumaczonych na PJM, zamiast pojedynczych okienek przy wybranych programach.
  • Nauczyciele znający język uczniów — uzależnienie prawa do nauczania dzieci i młodzieży Głuchej od co najmniej funkcjonalnej znajomości PJM, tak by szkoła przestała odcinać dziecko od jego pierwszego języka.
  • Migowy w służbie publicznej — sfinansowanie nauki podstaw PJM dla osób pracujących w administracji, a zwłaszcza w urzędach i w ochronie zdrowia.
  • Język w kulturze i edukacji od najmłodszych lat — finansowanie adaptacji ważnych dzieł literatury na PJM oraz pilotażu nauki jego podstaw w przedszkolach i szkołach, a także wsparcie słyszących dzieci głuchych rodziców.

Postulat mieści się w szerszej linii programu — państwa, w którym opieka i dostępność są dobrem powszechnym opartym na jasnych zasadach, a nie na łasce rządzących. Uznanie języka to warunek, żeby dostępność przestała być uprzejmością, a stała się egzekwowalnym prawem: skoro państwo finansuje i chroni kaszubski, może zrobić to samo dla języka, którym na co dzień myśli i mówi kilkadziesiąt tysięcy jego obywateli.

Najostrzej brak tego statusu odczuwa się tam, gdzie stawką jest zdrowie. Osoba głucha, która trafia do przychodni albo na SOR, zostaje często sama z formularzem i lekarzem mówiącym w języku, którego nie słyszy, a bez tłumacza PJM wywiad medyczny bywa sprowadzony do gestów i zapisków na kartce — choć od jego dokładności zależy diagnoza i leczenie. Sfinansowanie nauki podstaw migowego dla personelu medycznego oraz obecność tłumaczy w placówkach to jeden z punktów, w których dostępność językowa jest warunkiem bezpieczeństwa pacjenta. O tym, jak Razem chce naprawić samą ochronę zdrowia — od skrócenia kolejek po stabilne finansowanie — piszemy w siostrzanym serwisie Razem naprawi zdrowie, bo dostępny system opieki to również taki, który potrafi porozumieć się z pacjentem w jego własnym języku.

Źródła i dalsza lektura